Fragment


"...Stałam w naszym pokoju i wyglądałam przez okno na pogrążoną w ciszy ulicę. Czekałam, aż Adam wyjdzie z łazienki. Popadałam w stan, którego bardzo nie lubiłam. Melancholia. W takich chwilach zamieniałam się w słup soli, wszystkie moje mięśnie zastygały w bezruchu, a oczy patrzyły w jeden punkt, tak naprawdę nic nie widząc. Myśli napadały na mnie i osaczały z każdej strony. Nie potrafiłam się przed tym bronić i prędzej czy później pozwalałam, aby moje ciało odpłynęło w niebyt.
Tym razem wróciłam do rozmowy z Iloną i Kasią. Wiedziałam, że miały rację. Adam musiał wiedzieć o mojej chorobie. Musiał wiedzieć, że umieram. Miał prawo znać prawdę. Niezależnie od jego reakcji i decyzji jakie podejmie, musiał wiedzieć. Wiedzieć ode mnie. I albo powiem mu teraz, zaraz, albo stracę go. Adam zna mnie doskonale. Wie, że coś ukrywam i mimo, iż nie naciska na mnie, wiem, że w końcu jego cierpliwość się skończy i zada proste pytanie, a ja...
- Alicja?
Wyrwałam się z moich rozmyślań i odwróciłam. Adam stał pośrodku naszego niewielkiego pokoju w samym ręczniku kąpielowym owiniętym wokół bioder. Był mokry, włosy sterczały mu na wszystkie cztery strony świata, a krople wody spływały po jego idealnie wyrzeźbionym torsie, w dół po brzuchu. Tatuaż na ramieniu był bardzo widoczny w jasnym świetle. Po raz kolejny, patrząc na niego stwierdzałam, że wygląda jak młody Bóg, który zstąpił na ziemię. I należał do mnie. Nie raz, również i teraz zastanawiałam się co właściwie go we mnie pociągało. Mógł mieć każdą, a związał się ze zwykłą, szarą myszką.
- Tak?
- Zamieszkaj ze mną - powiedział, nadal stojąc w tym samym miejscu i patrząc na mnie ognistym wzrokiem.
- Co? - wydukałam, starając się nie dać po sobie poznać, jak wielkie wrażenie wywarła na mnie ta propozycja.
- Zamieszkaj ze mną - powtórzył. - Kupiłem małe mieszkanie w Warszawie. Wiem, że nie znosisz tego miasta, ale na pewno się przyzwyczaisz. W końcu będziesz tam ze mną. Wiem, że to na razie niewiele, ale z czasem będzie nas stać na coś o wiele więcej....
Czułam jak podłoga ucieka mi spod stóp. Słabłam, czułam zawroty głowy i łzy pod powiekami. Całym ciałem oparłam się o parapet, zwiesiłam głowę i zaczęłam spokojnie i głęboko oddychać.
- Nie mogę - wyszeptałam, nie patrząc na niego.
- Co? Dlaczego? - teraz to on był zszokowany. Chyba innej odpowiedzi się spodziewał. I byłaby inna, gdyby nie ta przeklęta białaczka. - Jak to... nie mogę? Co to znaczy?..."