wtorek, 22 listopada 2011

Nic nie popsuje mi tego dnia

Dzień dobry


Jak napisałam w tytule nic już chyba dziś nie popsuje mi tego dnia. 
A przynajmniej taką mam, wielką, przeogromną nadzieję. Ale chyba musiałby spaść meteoryt, żebym się dziś zmartwiła. I wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Że nie wiem dokładnie i konkretnie co jest przyczyną. Z pewnością dzisiejszy poranek, kiedy nasi siatkarze wygrali kolejny mecz na Pucharze Świata. Tym razem z Argentyną. Musicie bowiem wiedzieć, że ostatnio to ze mnie wielki kibic jest. Razem z moją siostrą. Stąd właśnie pomysł na nową książkę, które bohaterem ma być przecież siatkarz. 
Ale wracając do tematu meczu... świetny. Jeśli ktoś chce się podenerwować, zezłościć, albo ucieszyć, polecam. Emocje ogromne. Oni to potrafią człowieka... zdenerwować. 
Ja tam chyba wierzę w sukces. Nie popadam w huraoptymizm, bo wiele jeszcze przed nimi, ale po takich meczach jak do tej pory, moja wiara nieco mimo wszystko wzrosła. Trzymam kciuki i Wy też powinniście!
Powodem mojego dobrego humoru jest też pewnie przegrana Brazylii. W prawdzie podobno to gorzej dla nas, ale co tam? 
A i mam urlop... jeszcze. I prawie kończę pracę licencjacką. W prawdzie nie wiem, czy aby na temat piszę, ale o tym dziś nie będę myśleć. Wolę skupić się na zjedzeniu czegoś pysznego (jeszcze nie wiem co to by miało być) i pisaniu kolejnego rozdziału Kartek z Twojego Kalendarza. 
Zmykam, bo mi żołądek się do kręgosłupa przyklei i tyle będzie :)
Bee

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza